Megan's POV:
Siedziałam na schodach, gdzie do cholery jest Melody?! Miałam wysłać już jej chyba setnego sms, kiedy drzwi otworzyły się a przez nie wpadła pijana Mel. Ona i picie? W nadmiernych ilościach? Oj ktoś tu będzie miał porządnego kaca.
-Mel, co ci się stało?-na jej policzku widziałam lekkie zadrapanie.
-Wpadłam pod samochód.-wytrzeszczyłam na nią oczy.
-Matko, nic ci nie jest?!
-Nie,zagapiłam się,ale taki super facet mnie uratował.
-Jaki facet?-zapytałam, nie to nie może być on.
-Taki przystojny,ma na imię Natan i w ogóle poszliśmy razem na most i upiliśmy się trochę,a później zaczepialiśmy przypadkowych ludzi-nie chciałam komentować tego, ze śmierdzi jak stara gorzelnia, nie kiedy jest zalana.
-A myślałam, że to ja jestem ta gorsza. Chodź zbiorę cie do łóżka-powiedziałam i wzięłam ja pod ramię.
-Nie potrzebuję,w ogóle...-próbowała się wymigać.
-Mel ty się staczasz, chodź.-zaczęłam ciągnąć ją w stronę schodów.
-Dobra...-zgodziła się, a czy miała inne wyjście? Coś czuję, że to będzie naprawdę długa noc.
Melody's POV:
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Oderwałam się od lustra w łazience i zbiegłam po schodach.Właśnie stałam się świadkiem czegoś dziwnego.
-Już idę!-wrzasnęła Megg i otworzyła drzwi.
-Witam-powiedział Natan i uśmiechnął się do niej wrednie.
Chciała zatrzasnąć drzwi, ale ten wsadził między nie stopę.
-Ja do Melody.
-Nie możesz jej zostawić?-wyparowała przez zaciśnięte zęby.
-Niby czemu ma mnie zostawiać?-spytałam zdziwiona.
-To wy się znacie?
-Tak, a ja przyjechałem po Mel-uśmiechnął się do mnie.
-To nara sis, widzimy się wieczorem-złapałam go za rękę i skierowaliśmy się do jego peugota.
Megan stała w otwartych drzwiach i gapiła się na nas z otwartymi ustami.
-Dziwna ta twoja siostra, jakaś agresywna czy co.
-Ten typ tak ma. Dzięki, że zgodziłeś się mnie podwieźć do pracy-posłałam mu uśmiech.
-Nie ma sprawy. O której dziś kończysz?
-Zależy jaki humorek będzie miał szef, ale przewiduję, że o czternastej.
-Okej.
Kiedy już dojechaliśmy do firmy, pożegnał się ze mną i mnie wysadził. Złapałam swój identyfikator i pobiegłam do swojego gabinetu. No nie powiem, był duży i nawet fajnie urządzony. Po sześciu godzinach męczarni w pracy, mogłam opuścić ten budynek. Oczywiście zatrzymał mnie mój nowy szefuncio.
-Przepraszam panie Horan, śpieszę się-zazgrzytałam zębami.
-Rozumiem pani Wood-uśmiechnął się i poszedł dalej.
Schodziłam po schodach, kiedy zadzwonił mój telefon.
-Tak?
-Elo morelo skarbie, wiem że o mnie myślałaś więc dzwonię.
-Popieprzony jesteś.
-A wiesz co jest najlepsze?
-Dawaj, zaskocz mnie.
-To, że jestem tego w pełni świadomy. Jak tam randeczka z Natanem, kochanie?
-Nie masz nic lepszego do roboty, tylko śledzisz ludzi?
-Wiesz, że akurat nie mam? Sytuacja twojej siostry jest bardzo ciekawa.
-Wiesz, dla mnie jakoś nie jest ciekawe.
-Twoja siostrunia, w końcu nie powiedziała ci co się stało?
-A chuj cię to interesuje.
-Ciebie powinno, bo ja wiem. Przeszukaj dokładnie podłogę, moja droga...-rozłączył się.
Ten kretyn choć raz mógłby mi dać spokój.
Na parkingu zauważyłam Natana i jego samochód.
-Hej, co ty tu robisz?-zapytałam z lekkim zdziwieniem.
-Zabieram cię.
-Gdzie?-zatkało mnie.
Nie umawiałam się z nim.
Po chwili wyciągnął z kieszeni pistolet.
***
Otworzyłam drzwi wejściowe, wymachując sobie bronią.
-Hej Melody, nie zgad...po co ci to?-zapytała Megan wychodząc z kuchni.
-Wiesz, czasami może się przydać-wymierzyłam w nią dla jaj.
-Opuść to, mam nie miłe doświadczenia.
-A tak na serio to dostałam od Natana.
-P-po co?-przełknęła ślinę.
-Jego przyjaciel pracuje na strzelnicy i wyrobił mi licencję, a co nie można sobie postrzelać z czystej przyjemności? Spokojnie, nie zabiję nikogo w przeciwieństwie do ciebie.
Skinęła powoli głową i poszła do swojego pokoju.
-Muszę ci o czymś powiedzieć.
-Tak?
-Dwa razy od...sama wiesz czego...dzwonił do mnie jakiś koleś. Wie wszystko o zabójstwie Daniela.
-C-co, a-ale jak to?
-Normalnie! Najwyraźniej wszystko widział i teraz mnie nęka.
-Czego chce?
-Skąd mam wiedzieć, nic na ten temat nie mówił.
-Aha... ja też mam ci coś do powiedzenia, właściwie chciałam powiedzieć ci to już wczoraj-delikatnie się uśmiechnęła.
-Czyli co?
-Dostałam awans! Już nie muszę siedzieć na zmywaku!
-Gratulacje, ja chyba z też zapomniałam ci o czymś powiedzieć.
-O czym?
-Dostałam pracę w dziale marketingu, firma Horan Industries.
-Super, może pójdziemy to oblać?
-Co dziwniejsze dostałam tą pracę zanim zaczęła się rozmowa kwalifikacyjna.
-Serio? Ty to masz szczęście.
-Ta jeśli szczęściem można nazwać utknięcie w windzie z 22 letnim szefem firmy.
-A jak wyglądał?-poruszyła znacząco brwiami.
Czy ona zawsze musi mieć jakieś wyobrażenia?!
-Taki blondyn, niebieskie oczy i mega wkurzający.
-22 lata i już ma taką wielką firmę?
-Dziecko szczęścia.
-Która godzina?
-Osiemnasta.
-Kuźwa już jestem spóźniona.
Siostrunia przypomniała mi o moim ulubionym filmie, który właśnie transmitowali w telewizji.
-Kuźwa dzisiaj w telewizji leci Transformers Wiek Zagłady, już jestem spóźniona!
-Dobra spadam, buziaki-zabrała telefon i wybiegła przez drzwi.
Ja tym czasem rzuciłam wszystko na kanapę, rozsiadłam się i zaczęłam oglądać film. Po godzinie usłyszałam dziwne dzięki z ogrodu. Wyszłam zobaczyć co się dzieje. Zobaczyłam siedzącą na krześle postać, była zwrócona do mnie tyłem.
-Ty gościu pomyliłeś domy?
-Nie, trafiłem idealnie-rzucił wypalonego papierosa na trawę i przydeptał go butem.
Miałam szczęście, że poszłam z Natanem na tą strzelnicę.
-Ktoś ty?
-Popieprzony.
-Witam-wyjęłam z kieszeni broń, naładowałam i wymierzyłam w niego -Wypierdalaj i więcej nie wracaj.
Kompletnie nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Strzelę czy nie?
-Oj skarbie, chyba się nie zrozumieliśmy albo po prostu nie dałaś mi dokończyć-szybko do mnie podbiegł złapał za rękę, w której trzymałam broń i wykręcił, wydzierając pistolet z mojej dłoni.
Mimo bólu ręki, kopnęłam go w jaja, mając nadzieję, że na chwilę straci równowagę.
-Serio? Myślałaś, ze przyszedłem nie przygotowany?
-Ta, ciekawe co teraz będzie?
-Chym niech się zastanowię-uderzył mnie w tył głowy z taka siłą, że straciłam przytomność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz