piątek, 31 lipca 2015

Rozdział 3

Megan's POV:
Siedziałam na schodach, gdzie do cholery jest Melody?! Miałam wysłać już jej chyba setnego sms, kiedy drzwi otworzyły się a przez nie wpadła pijana Mel. Ona i picie? W nadmiernych ilościach? Oj ktoś tu będzie miał porządnego kaca.
-Mel, co ci się stało?-na jej policzku widziałam lekkie zadrapanie.
-Wpadłam pod samochód.-wytrzeszczyłam na nią oczy.
-Matko, nic ci nie jest?!
-Nie,zagapiłam się,ale taki super facet mnie uratował.
-Jaki facet?-zapytałam, nie to nie może być on.
-Taki przystojny,ma na imię Natan i w ogóle poszliśmy razem na most i upiliśmy się trochę,a później zaczepialiśmy przypadkowych ludzi-nie chciałam komentować tego, ze śmierdzi jak stara gorzelnia, nie kiedy jest zalana.
-A myślałam, że to ja jestem ta gorsza. Chodź zbiorę cie do łóżka-powiedziałam i wzięłam ja pod ramię. -Nie potrzebuję,w ogóle...-próbowała się wymigać.
-Mel ty się staczasz, chodź.-zaczęłam ciągnąć ją w stronę schodów.
-Dobra...-zgodziła się, a czy miała inne wyjście? Coś czuję, że to będzie naprawdę długa noc.
Melody's POV:
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Oderwałam się od lustra w łazience i zbiegłam po schodach.Właśnie stałam się świadkiem czegoś dziwnego.
-Już idę!-wrzasnęła Megg i otworzyła drzwi.
-Witam-powiedział Natan i uśmiechnął się do niej wrednie.
Chciała zatrzasnąć drzwi, ale ten wsadził między nie stopę.
-Ja do Melody.
-Nie możesz jej zostawić?-wyparowała przez zaciśnięte zęby.
-Niby czemu ma mnie zostawiać?-spytałam zdziwiona.
-To wy się znacie?
-Tak, a ja przyjechałem po Mel-uśmiechnął się do mnie.
-To nara sis, widzimy się wieczorem-złapałam go za rękę i skierowaliśmy się do jego peugota.
Megan stała w otwartych drzwiach i gapiła się na nas z otwartymi ustami.
-Dziwna ta twoja siostra, jakaś agresywna czy co.
-Ten typ tak ma. Dzięki, że zgodziłeś się mnie podwieźć do pracy-posłałam mu uśmiech.
-Nie ma sprawy. O której dziś kończysz?
-Zależy jaki humorek będzie miał szef, ale przewiduję, że o czternastej.
-Okej.
Kiedy już dojechaliśmy do firmy, pożegnał się ze mną i mnie wysadził. Złapałam swój identyfikator i pobiegłam do swojego gabinetu. No nie powiem, był duży i nawet fajnie urządzony. Po sześciu godzinach męczarni w pracy, mogłam opuścić ten budynek. Oczywiście zatrzymał mnie mój nowy szefuncio. -Przepraszam panie Horan, śpieszę się-zazgrzytałam zębami.
-Rozumiem pani Wood-uśmiechnął się i poszedł dalej.
Schodziłam po schodach, kiedy zadzwonił mój telefon.
-Tak?
-Elo morelo skarbie, wiem że o mnie myślałaś więc dzwonię.
-Popieprzony jesteś.
-A wiesz co jest najlepsze?
-Dawaj, zaskocz mnie.
-To, że jestem tego w pełni świadomy. Jak tam randeczka z Natanem, kochanie?
-Nie masz nic lepszego do roboty, tylko śledzisz ludzi?
-Wiesz, że akurat nie mam? Sytuacja twojej siostry jest bardzo ciekawa.
-Wiesz, dla mnie jakoś nie jest ciekawe.
-Twoja siostrunia, w końcu nie powiedziała ci co się stało?
-A chuj cię to interesuje.
-Ciebie powinno, bo ja wiem. Przeszukaj dokładnie podłogę, moja droga...-rozłączył się.
Ten kretyn choć raz mógłby mi dać spokój. Na parkingu zauważyłam Natana i jego samochód.
-Hej, co ty tu robisz?-zapytałam z lekkim zdziwieniem.
-Zabieram cię.
-Gdzie?-zatkało mnie.
Nie umawiałam się z nim. Po chwili wyciągnął z kieszeni pistolet.
                                                                           ***
Otworzyłam drzwi wejściowe, wymachując sobie bronią.
-Hej Melody, nie zgad...po co ci to?-zapytała Megan wychodząc z kuchni.
-Wiesz, czasami może się przydać-wymierzyłam w nią dla jaj.
-Opuść to, mam nie miłe doświadczenia.
-A tak na serio to dostałam od Natana.
-P-po co?-przełknęła ślinę.
-Jego przyjaciel pracuje na strzelnicy i wyrobił mi licencję, a co nie można sobie postrzelać z czystej przyjemności? Spokojnie, nie zabiję nikogo w przeciwieństwie do ciebie.
Skinęła powoli głową i poszła do swojego pokoju.
-Muszę ci o czymś powiedzieć.
-Tak?
-Dwa razy od...sama wiesz czego...dzwonił do mnie jakiś koleś. Wie wszystko o zabójstwie Daniela.
-C-co, a-ale jak to?
-Normalnie! Najwyraźniej wszystko widział i teraz mnie nęka.
-Czego chce?
-Skąd mam wiedzieć, nic na ten temat nie mówił. 
-Aha... ja też mam ci coś do powiedzenia, właściwie chciałam powiedzieć ci to już wczoraj-delikatnie się uśmiechnęła.
-Czyli co?
-Dostałam awans! Już nie muszę siedzieć na zmywaku!
-Gratulacje, ja chyba z też zapomniałam ci o czymś powiedzieć.
-O czym?
-Dostałam pracę w dziale marketingu, firma Horan Industries.
-Super, może pójdziemy to oblać?
-Co dziwniejsze dostałam tą pracę zanim zaczęła się rozmowa kwalifikacyjna.
-Serio? Ty to masz szczęście.
-Ta jeśli szczęściem można nazwać utknięcie w windzie z 22 letnim szefem firmy.
-A jak wyglądał?-poruszyła znacząco brwiami.
Czy ona zawsze musi mieć jakieś wyobrażenia?!
-Taki blondyn, niebieskie oczy i mega wkurzający.
-22 lata i już ma taką wielką firmę?
-Dziecko szczęścia.
-Która godzina?
-Osiemnasta.
-Kuźwa już jestem spóźniona.
Siostrunia przypomniała mi o moim ulubionym filmie, który właśnie transmitowali w telewizji.
-Kuźwa dzisiaj w telewizji leci Transformers Wiek Zagłady, już jestem spóźniona!
-Dobra spadam, buziaki-zabrała telefon i wybiegła przez drzwi.
Ja tym czasem rzuciłam wszystko na kanapę, rozsiadłam się i zaczęłam oglądać film. Po godzinie usłyszałam dziwne dzięki z ogrodu. Wyszłam zobaczyć co się dzieje. Zobaczyłam siedzącą na krześle postać, była zwrócona do mnie tyłem.
-Ty gościu pomyliłeś domy?
-Nie, trafiłem idealnie-rzucił wypalonego papierosa na trawę i przydeptał go butem.
Miałam szczęście, że poszłam z Natanem na tą strzelnicę.
-Ktoś ty?
-Popieprzony.
-Witam-wyjęłam z kieszeni broń, naładowałam i wymierzyłam w niego -Wypierdalaj i więcej nie wracaj. Kompletnie nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Strzelę czy nie?
-Oj skarbie, chyba się nie zrozumieliśmy albo po prostu nie dałaś mi dokończyć-szybko do mnie podbiegł złapał za rękę, w której trzymałam broń i wykręcił, wydzierając pistolet z mojej dłoni. Mimo bólu ręki, kopnęłam go w jaja, mając nadzieję, że na chwilę straci równowagę.
-Serio? Myślałaś, ze przyszedłem nie przygotowany?
-Ta, ciekawe co teraz będzie?
-Chym niech się zastanowię-uderzył mnie w tył głowy z taka siłą, że straciłam przytomność.

środa, 29 lipca 2015

Rozdział 2

Megan's POV:
Jeden talerz, drugi talerz ooo trzeci talerz. Tak to własnie wygląda na zmywaku. Ta robota jest tak fascynująca, że chyba napiszę o niej książkę, piosenkę i ułożę wierszyk. Wycierałam umyte talerze, kiedy usłyszałam dźwięk telefonu. Odłożyłam trzymane naczynie, wytarłam ręce i odebrałam telefon.
-Halo?
-Cześć kotku,stęskniłaś się?-usłyszałam ten sam irytujący moje uszy głos.
-Chciałeś mnie zabić.-chciałam się upewnić, że to on.
-I nadal chce.-tak to ten facet.
-No nie powiem,seksowna ta twoja siostra.
-Nie ruszysz jej...-syknęłam.
-Naprawdę?-po chwili przyszło do mnie zdjęcie, była na nim Melody, wychodziła z firmy.
-Nie możesz!-wrzasnęłam. Mógł grozić mi, mógł mnie zabić, ale nie pozwolę by zrobił coś mojej siostrze.
-Ja mogę wszystko,baby.-nie wiem czy powinnam cieszyć się jego szczęściem-Jesteś w domku?-zapytał po chwili.
-Pierwszy raz się cieszę, że nie.- wsadziłam telefon między ramię, a ucho i wróciłam do zmywania naczyń, w końcu za coś mi płacą. Marnie, ale płacą.
-To się dobrze składa,jeśli będziesz obok apteki to kup plastry,przydadzą się dziś jak cholera-bezczelnie się zaśmiał.
-Co chcesz zrobić?-zapytałam z pełnym zaciekawieniem. W końcu i tak mnie zabije.
-No wiesz rozważałem dwie opcje-pozbędę się cię od razu albo trochę się zabawimy.-powiedział z rozbawieniem.
-Zapewne wybrałeś zabawę.-zgadywałam.
-Jestem dość rozrywkowym człowiekiem.-stwierdził.
-Dlaczego mnie to nie cieszy.
-No nie wiem,jaki grób wybierzesz?
-Postraszyłabym cię glinami, ale nie chcę iść siedzieć.
-Dobra,idę się zabawić zanim mi ucieknie.
-O kim mówisz?
-Melody Wood,a o kim mam niby mówić?Myślałaś,że żartuję?-serio, miałam nadzieję, że jej nie ruszy, nie może , przecież chce mnie, nie jej.
-Nienawidzę cię, wiesz?-wysyczałam.
-A ty niebawem zginiesz,wiesz?
-Obiło mi się parę razy o uszy.-warknęłam i rozłączyłam się.-odłożyłam telefon na bok i zajęłam się pracą, w której miałam spędzić jeszcze okrągłe 4 godziny.
***
-Megan Wood, mogę cię prosić do mojego gabinetu?-zaczepiła mnie moja szefowa, kiedy już miałam wychodzić z pracy. Chce mnie zwolnić?Nie, nie, nie może mnie zwolnić, prawda? Chyba nie jestem, aż tak kiepska żeby nie umieć umyć talerzy. Zakręciłam i weszłam do malutkiego gabinetu pani Cho. Faktem było to, ze całe to miejsce było małe, ale Lee dobrze gotuje, więc nigdy nie narzekano tu na brak klientów. Kobieta w średnim wieku ruchem dłoni nakazała mi usiąść. Posłusznie wykonałam zadanie, które do trudnych nie należy i zaczęłam skubać rękaw mojej bluzy. Zawsze to robiłam, kiedy się stresowałam, to może być głupie no ale sorry już tak mam i nie wiem jak to zahamować. Cho usiadła na przeciwko mnie i zaczęła szukać mojej teczki. Czyli jednak, odda mi teczkę i dostanę kopa w dupę?
-Megan, jestem naprawdę zadowolona z twojej pracy, ale zbiłaś ostatnio ok pięć talerzy.-popatrzyła na mnie, a ja zwiesiłam głowę-Co się z tobą dzieje?
-To przez..stres.
-Stres?
-Tak, stres mam...trudną sytuację w domu, ale niedługo wszystko znowu będzie w porządku.-nie ma to jak okłamywanie samej siebie.
-Więc przejdźmy do konkretnego celu twojego przyjścia tutaj. Pomyślałam, że marnujesz się trochę na zmywaku, więc Holly, nowa dziewczyna zajmie się zmywakiem-teraz przejdzie do części, w której mnie zwalnia, prawda?-a ty moja droga zajmiesz się kelnerowaniem.-wytrzeszczyłam na nią oczy.
-Naprawdę?-zapytałam nie dowierzając, miałam wrażenie że zaraz ktoś przyjdzie i powie, że to ukryta kamera.
-Oczywiście.-powiedziała. Wyciągnęła z teczki moją umowę o pracę i poprosiła o podpis. Bez wahania podpisałam dokumenty, potem Cho wyciągnęła z szafki firmowy notes i wyjaśniła jak mam zapisywać zamówienia. Niby proste, ale tutaj były najrozmaitsze okienka, w które trzeba było wpisać numer stolika, zamówienia i ewentualnie telefon lub adres zamieszkania, gdyby miało być dostarczone do domu. Dostałam notesik i plakietkę z moim imieniem, do mojej dziennej pensji także będzie doliczone 10 dolarów, jestem prze szczęśliwa! Zabrałam rzeczy, po raz setny podziękowałam swojej szefowej i wyleciałam z budynku jak na skrzydłach. Euforia rozpierała mnie od środka, może to głupie, ale jak dwa lata pracuje się na zmywaku, to cieszysz się ze wszystkiego. Zaczęłam iść w stronę domu, z moich ust nie spełzał tak zwany "banan" chciałam wykrzyczeć światu jaka jestem szczęśliwa, ale wyszłabym głupio na tle innych ludzi. Chciałam napisać sms do Melody i podzielić się moim szczęściem. Wyciągnęłam telefon i po kolei wystukiwałam kolejne litery. Nagle obok mnie przeszedł chłopak, w którym rozpoznałam coś znajomego, może to głupie, ale właśnie tak było. Za Chiny nie mogłam sobie przypomnieć skąd go znam, ale zaraz...
-Jace!-obróciłam się na pięcie i próbowałam go wypatrzeć. Gdy mi się udał, zobaczyłam jak się obraca, tak to on!
-Meggie!-podbiegł do mnie, a ja rzuciłam mu się na szyję. Złapał mnie pod pupę i podrzucił, a ja oplotłam nogi wokół jego tali by być jeszcze bliżej. Mocniej go do siebie przycisnęłam, a on kilka razy cmoknął mnie w policzek.
-Nawet nie wiesz jak tęskniłam! Co ty tu robisz?-zapytałam, gdy opuścił mnie na ziemię.
-Wprowadziłem się na King's Cross..
-Zaraz-wzięłam w łapki jego wytatuowaną rękę i wzrokiem czegoś szukałam. Na przedramieniu miał "wydziaraną" literę "M". Byliśmy młodzi i głupi, dobra nadal jesteśmy, ale to nie ważne. Oboje w wieku lat 16 chcieliśmy mieć tatuaż, ale nie chcieliśmy czekać. Zmierzam do tego, że zamknęliśmy się u niego w pokoju i zrobiliśmy sobie własne "dziary". On miał na przedramieniu "M" od Megan, które sama mu zrobiłam, a ja miałam "J" od Jace, które zrobił mi on. Tez chciałam tatuaż, ale nie pomyślałabym o zrobieniu sobie rękawa, a co dopiero dwa i zapewne sporo innych.
Zapytał czy może mnie odprowadzić, no oczywiście, ze się zgodziłam. wypominaliśmy sobie czasy kiedy byliśmy w poprawczaku. Jak ukradłam mu gitarę i powiedziałam, że oddam kiedy nauczę się na niej grać. Po miesiącu, wkurzyłam się, że mi nie wychodzi i rozwaliłam ją. Jace natomiast opowiedział mi o swoich rodzicach i dlaczego od nich uciekł.
-Serio twoja matka poszła do twojej pracy i powiedziała, że jesteś śmiertelnie chory i składasz wymówienie?
-Ta, nie rozumieją tego co robię.-tutaj mówi o swojej pracy, Green został tatuażystą. Nie odpowiadało to jego rodzicom z bogatej rodziny i zapewne zrobili by wszystko, żeby to skończył. Gdy byliśmy na mojej ulicy skończyło się na "a pamiętasz.."
-Pamiętasz jak wymykaliśmy się na wagary do parku i uczyliśmy dzieci bluźnić?
-Jak mogłabym zapomnieć!
Pożegnaliśmy się pod moimi drzwiami. Proponowałam mu wejście, ale nie mógł musiał iść na rozmowę kwalifikacyjną do studia na Baker Street. Zamknęłam drzwi na klucz i poszłam oglądać kreskówki w telewizorni, tak mam dwadzieścia lat i oglądam kreskówki, to chyba nic dziwnego? Albo to kolejny objaw tego, ze coś ze mną nie tak.
Melody's POV:
Pół nocy próbowałam wyciągnąć z Megg informacje o tym co wydarzyło się, kiedy wyszłam z domu. Przez to wstałam niewyspana. Wzięłam prysznic, ubrałam białą koszulę z kołnierzykiem, czarne jeansy, vansy, a włosy spięłam w kok. Nienawidzę się tak oficjalnie ubierać, ale to rozmowa o pracę, a nie wieczorny spacer. Zamówiłam taksówkę, która przyjechała po 10 minutach.
-Pa-rzuciłam w stronę siostry i wybiegłam z domu. Wybiła godzina ósma rano, kiedy dotarłam do Horan Industries. Budynek był ogromny, a jak na złość gabinet pana Horana znajdował się na ostatnim piętrze. Nie tracąc czasu skorzystałam z windy. Mam ochotę się zlać ze strachu na ich widok. Razem ze mną wszedł do niej blondyn, który był nieziemsko przystojny. Gdy winda ruszyła zaczęłam się trząść.
-Coś nie tak?-usłyszałam głos chłopaka.
-Nic, po prostu…mam klaustrofobię.
-Hah, coś czuję, że nie będziesz chciała korzystać z toalet w firmie. Są wyjątkowo małe-uśmiechnął się, a mnie niemal oślepiła biel jego zębów.
-Ale mnie pocieszyłeś-zdobyłam się na sztuczny uśmiech. Nagle winda się zatrzymała.
-Co kurwa…
-Uroczo przeklinasz-wybuchł śmiechem.
-Zamknij się! Życzę ci żebyś nabawił się takiej fobii jak ja!-wydarłam się na niego.
-Dzięki za życzenia, ale urodziny już miałem.
-Mam nadzieję, że już nie zobaczę tej twojej cwaniackiej buźki.
-Jeszcze za nią zatęsknisz.-na chwilę zapomniałam o tym całym podejrzanym telefonie, krwi na podłodze i zabójstwie Daniela. Nawet już mi nie przeszkadzała winda, w której utknęłam. Czułam się tak…dobrze. Oczywiście zaraz będzie spina, rozmowa z być może przyszłym szefem. Po dwóch minutach winda z powrotem ruszyła. Zatrzymała się na ostatnim piętrze. Blondyn skierował się do gabinetu pana Horana.
-Ty też na rozmowę?-spytałam.
-Po co miałbym rozmawiać ze samym sobą? Popatrzyłam na niego z wyraźnym wyrazem twarzy w stylu ''WTF?''
-Niall Horan, miło mi.
-Co?! Że niby ty masz być moim szefem?!
-No wiesz, jeszcze nic nie jest powiedziane, że cię przyjmę-puścił mi oczko.
-W takim razie, nara.
-Zaczekaj-złapał mnie za rękę-Nie pozwolę na przepuszczenie takiej szansy.
-Jakiej szansy?
-Na wkurzanie takiej ślicznotki. Masz tę pracę.
-Co? Tak bez żadnych pytań co robiłam wcześniej?
-A potrzebne mi to?
-Sama nie wiem. A tak przy okazji mogę o coś spytać?
-Pytaj o co chcesz-oparł się o ścianę.
-Ile ty masz lat? Młodo wyglądasz jak na szefa tak wielkiej firmy.
-22.
-Jak?!
-Normalnie.
-Dobra, spadam-powiedziałam i tym razem zbiegłam po schodach.
Gdy już opuściłam firmę, but mi się rozwiązał, więc schyliłam się, żeby zawiązać sznurówki. Kiedy podniosłam głowę, zakręciło mi się w głowie i straciłam równowagę. Wpadłam na ulicę, wprost pod nadjeżdżającego Jeepa. W ostatniej chwili odciągnął mnie jakiś silny mężczyzna. Nie ukrywam, był piorunująco przystojny. Poza zadrapaniem na policzku, nic mi się nie stało.
-Dz-dzięki-wydukałam. -Spoko. Takie ładne dziewczyny to skarb, a skarby się chroni, nieprawdaż? Natan jestem.
-Melody.
-Może byśmy się umówili? Masz teraz czas?
-Jasne.
-Kino?-spytał z nadzieją.
-Może być, byle nie romansidło i horror. Ostatnio mam dosyć noża, krwi, śmierci…co powiesz na komedię?
-Jak najbardziej-złapał mnie za rękę i wciągnął do swojego samochodu.
-Ale co, w sensie teraz? Nawet nie wiem kiedy coś grają…
-Coś na pewno.-skończyło się na tym, że obejrzeliśmy ‘’Królewską Rodzinę’’. To było tak durne i patologiczne, prawie zeszłam ze śmiechu. Całkowicie wybiło mi to z głowy Megg i martwego Daniela. Po zakończonym filmie Nat wstąpił do sklepu po dwie wódki. Następnie udaliśmy się na most. Wypiłam całą butelkę i wrzuciłam do rzeki. Zaczęliśmy zaczepiać przypadkowych ludzi i robić sobie z nich jaja. Kiedy byłam kompletnie pijana, Natan odprowadził mnie do domu. Było to dziwne, nie mówiłam mu gdzie mieszkam. Najwyraźniej wypaplałam coś podczas filmu, albo co.

wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 1

Melody's POV:
-Zwalniam cię - te słowa były dla mnie jak zimny prysznic.
-To było tylko 15 minutowe spóźnienie, proszę mi tego nie robić!
-Przez te 15 minut nasz inwestor zdążył zmienić zdanie, przykro mi. Zabierz swoje rzeczy i nie wracaj tu więcej.
Nigdy nie lubiłam swojego szefa. Nie dość, że Megg nie ma lepszej pracy, to jeszcze ja straciłam swoją. Zgarnęłam moje papiery i teczki, oddałam klucz do gabinetu i opuściłam budynek. Na taksówkę czekałam równe pół godziny. Przysięgam, jak znajdę nową robotę, kupuję sobie auto. 
-15 dolarów się należy-odezwał się kierowca, kiedy dotarliśmy na miejsce.
-Proszę- podałam mu pieniądze i wyszłam z samochodu.
Gdy przekroczyłam próg domu, wspomnienia z wczorajszej nocy wróciły. Nadal nie mogłam uwierzyć w to, co zrobiła moja siostra. Siedziała na kanapie w salonie i malowała paznokcie.
-Mogłabyś sobie wreszcie znaleźć jakąś robotę-rzuciłam w jej stronę.
-No mam pracę.-fuknęła.
-Zmywak, ale mi praca-parsknęłam.
-Oj daj spokój, "żadna praca, nie hańbi".
-Nie dam spokoju, ciągle muszę na ciebie harować, ale z tym już koniec.
-Dorzucam się do rachunku, nie marudź.
-Nie marudź?!Właśnie mnie zwolnili, przez ciebie!
-Przeze mnie?! 
-A kogo musiałam pocieszać całą noc, bo zabił człowieka?!
-To był wypadek!
-Jasne, morderstwo naszego kuzyna to też był ''wypadek''
-Ale ja nie chciałam, naprawdę...
-Skąd mam to wiedzieć, że nie chciałaś, nawet mi nie opowiedziałaś jak do tego doszło!
-Poszłam do kuchni...-przełknęła ślinę-..zabroniłaś mi pić, więc poszłam nalać sobie wody...wtedy on też wszedł...
-On czyli kto?
-No Daniel, nasz sąsiad. Był pijany, zaczął się do mnie dobierać...ja-ja go odepchnęłam od siebie, ale on nie odpuszczał...wstał i uderzył mnie...-uniosła do góry koszulkę, na brzuchu miała wielkiego siniaka. -Zaczął mnie całować i rozbierać...znowu chciałam go odepchnąć, ale się nie udało...On-on to zauważył i pchnął mnie na szafki, upadłam...
-I co było dalej?
-Rozpiął rozporek...ja-ja nie wiedziałam co mam robić...bałam się...sięgnęłam do szafki i wyciągnęłam nóż...ja-ja naprawdę nie chciałam..-zaczęła płakać-to-to nie było specjalnie...to-to był wypadek...
-Na litość Boską wypadkiem nazywasz sięgnięcie po nóż i dźgnięcie nim jakiegoś pijaka?!
-Ale ja naprawdę nie chciałam...
-Jezu...co ja niby mam teraz zrobić?
-Przepraszam...-wybiegła z pokoju.
Cała buzowałam mieszanymi uczuciami. Zadzwonić na policję, czy nie? Z jednej strony to moja siostra, a z drugiej…zabiła człowieka! Pobiegłam do swojego pokoju, zatrzasnęłam drzwi. Od razu przykleiłam się do laptopa i zaczęłam szukać sobie nowej pracy. Z pensji Megan nie wyżyjemy miesiąca. Po pięciu minutach znalazłam coś interesującego. Poszukują pracownika do działu marketingu w firmie Horan Industries. Zajmuje się ona wytwarzaniem nowych wynalazków i sprzętów medycznych. 34 High Street. Wybrałam podany numer na stronie.
-Słucham?-odezwała się sekretarka.
-Dzień dobry, jestem Melody Wood, dzwonię w sprawie ogłoszenia o pracę.
-A konkretnie jakiego stanowiska?
-Dział marketingu.
-Ach świetnie! No więc mogę panią umówić na rozmowę kwalifikacyjną…jutro?
-Świetnie. Do widzenia-rozłączyłam się.
Już wiem co będę jutro porabiać. Nim odłożyłam telefon, zadzwonił .Wyświetlił się nieznany mi numer. Pewnie jacyś naciągacze albo co.
-Hej skarbie, jak tam Megg? Udało jej się zmyć krew? - usłyszałam nieznany mi głos.
-Kto mówi?
-A czy to ważne? Twoja siostra chce iść do więzienia?
-Weź się człowieku, nie wiem kim jesteś i nie mam pojęcia o co chodzi!
-Jestem kimś kto wie o malutkim sekreciku Megg.
-Fajnie, nara.
-Widzimy się na posterunku policji.
-Spierdalaj!
-Może grzeczniej, co?
-Sam sobie bądź grzecznej, rozmawiaj z Megg, a nie ze mną!-warknęłam.
-Wolałbym z tobą Megan może zrobić coś nie właściwego, jak zabicie Daniela Morrisa. Ale jak wolisz. -Pa-rozłączyła się.
Dreszcz przeszył moje ciało na wylot. W takiej sytuacji, nie mogę iść na policję. Byłoby to totalnym głupstwem. Musiałam niezwłocznie powiedzieć o tym Megg. Wzięłam telefon, włożyłam do kieszeni jeansów, zbiegłam na dół, założyłam białe converse i wyszłam z domu.
Megan's POV:
Biegłam przed siebie i nie zwracałam uwagi na nic. Ten cały Daniel, on się upił i chciał mnie zgwałcić, a ja...ja tylko chciałam się bronić. Miałam mu pozwolić, miałam pod ręką tylko ten pieprzony nóż. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk mojej komórki. Nieznany numer.
-Halo? - powiedziałam łamiącym się głosem, ale szybko się opanowałam.
-Pożałujesz suko - po drugiej stronie usłyszałam męski głos.
-Słucham? -Nie udawaj tępej,wszystko widziałem.
-O nie... ja-ja nie chciałam... - próbowałam się tłumaczyć.
-Nie chciałaś chymm...pomyślmy MAM TO GDZIEŚ. Lepiej pilnuj tej swojej siostrzyczki Melody - zobaczyłam przed sobą obraz Melody, która ucieka przed jakimś psychopatą.
-Ty nie możesz jej nic zrobić! To był wypadek, ja nie chciałam!
-Nie mogę?Przeceniasz moje możliwości,złotko.
-Błagam nie rób jej nic, błagam..ja-ja zrobię co chcesz.
Nie mogę pozwolić, by coś jej zrobił. To moja starsza siostra i może na to nie wygląda, ale jest dla mnie ważna.
-Myślisz, że coś od ciebie chcę?ZEMSTA - to jedyny mój cel. Lepiej wracaj prędko do domu,bo nie zdążysz...
-...-wypuściłam z rąk telefon.
Chwilę zastanawiałam się co robić.
-No jak to kurwa co robić?! - rzuciłam się króliczym pędem w kierunku domu. Może tylko blefował? Ja już nie wiem co mam robić! Gdy tylko przeskoczyłam schody, wpadłam do środka.
-Melody!? Melody, gdzie jesteś!?-odwróciłam się i zobaczyłam wysokiego mężczyznę.
-Bu - powiedział i pchnął mnie na ziemię.
Uderzyłam z impetem w panele, czułam jak każda część mojego ciała promienieje bólem. Liczyłam, że nie zauważy jeśli szybko wstanę i ucieknę, jednak myliłam się. Wyciągnął z kieszeni pistolet i wystrzelił we mnie. Na moje szczęście chybił i tylko drasnął moją nogę. Chciałabym, żeby to było szczęście. Zraniona noga, zaczęła krwawić i odmawiać mi posłuszeństwa. Kolejny raz przywitałam się z podłogą. Mężczyzna podszedł odwrócił moje ciało i kolejny raz celował do mnie z broni. Kiedy zacisnął palec na spuście, zamknęłam oczy i oczekiwałam na śmierć. niczego nie byłam bardziej pewna, że teraz zginę.
-Megg? Wróciłaś? - usłyszeliśmy wołanie mojej siostry z kuchni.
Odetchnęłam z ulgą, że nic jej nie jest. Facet złapał mnie za szyję i podniósł podduszając. Oplotłam swoje chude palce wokół jego nadgarstka i próbowałam rozluźnić jego uścisk, jednak nie udał się a on jeszcze mocniej zacisnął uścisk.
-Jeszcze się policzymy...-powiedział i poczułam jak uścisk się rozluźnia, a ja z powrotem lecę na panele. Jakimś cudem udało mi się wstać, kiedy Melody wparowała do pokoju w którym odegrała się moja walka o przetrwanie. Popatrzyła na mnie, następnie wytrzeszczyła oczy na widok krwi na podłodze.
-Co tu się stało? - zapytała przerażona.
-Nie-nieważne -powiedziałam, dokuśtykałam do niej i przytuliłam. Tak się cieszę, że nic jej nie jest.

Prolog

Znalazłam się już przed domem. Ostatni raz wytarłam łzy lecące po moich policzkach, choć i tak wiedziałam, ze Chelsea wszystko zauważy. Wzięłam głęboki oddech i weszłam po schodach. Niesforne kosmyki, zawinęłam za ucho. Bałam się wejść i przyznać do tego co zrobiłam. Ja nie chciałam, to był wypadek. Ja na prawdę tego nie chciałam. Stałam przed drzwiami i gapiłam się na klamkę bojąc się wejść.Chciałam sobie wmówić-hej Megg, dlaczego ryczysz? Nic się przecież nie stało!-ale stało się. Nawet gorzej, ja to zrobiłam. Brzydzę się siebie, jak mogłam? Niby miałam już parę razy zatarg z prawem i spędziłam dwa lata w poprawczaku, ale to nie mogło się tak skończyć. Muszę zachować zimną krew, ale nie potrafię. To nie jest takie proste jak myślałam. Chciałabym cofnąć czas, wtedy nigdy nie poszłabym na tę pieprzoną imprezę. Na moje nieszczęście nikt jeszcze nie wymyślił wehikułu czasu. Chciałabym się zabić, nie nosić na sobie brzemienia winy, które na mnie ciąży. Ale w życiu nie potrafiłabym odebrać sobie życia, nawet pod wpływem narkotyków. Nie chce iść do więzienia! Boje się, za bardzo się boję. Nie mam pojęcia co mam robić. Jeśli przejdę przez te drzwi, będę musiała powiedzieć wszystko, jeśli zwyczajnie ucieknę siostra zadzwoni po gliny i będę miała jeszcze bardziej przerąbane.A co jeśli jej powiem, a ona zadzwoni na psy? Nie postawiłam jej nigdy w takiej sytuacji, nie wiem co zrobi. Właśnie tego się boję. Moja siostra, zawsze musiała zajmować się tym wrednym gnojem, a nawet ponosić za niego konsekwencje. Dobra. Wejdę tam, nie spędzę przecież całej nocy nad dumaniem co mam zrobić. Ona zrozumie, liczę na to, ze zrozumie. Zawsze mogłam jej ufać. Złapałam za klamkę, nacisnęłam i pchnęłam drzwi. Rzuciłam kopertówkę na bok i zdjęłam z nóg szpilki, które także posiałam gdzieś za sobą. Nie zwracając uwagi na przeszkody, jak najszybciej dostałam się do łazienki. Spojrzałam w lustro i czułam do siebie odrazę, jak ja mogłam to zrobić? Zmyłam mój rozmazany makijaż, który utworzył tak zwane "oczy pandy". Wytarłam twarz ręcznikiem, wyciągnęłam z apteczki apap i łyknęłam tabletkę. Usiadłam na płytkach i zaczęłam czekać, aż zażyty lek zacznie działać. Powoli się wyciszałam, dałam zejść ze mnie każdej emocji, które odczuwałam w tej chwili. Podniosłam się i podeszłam do drzwi, wyszłam na korytarz i zobaczyłam blondynkę, wchodzącą do kuchni.-Dobra raz kozia śmierć.-weszłam za nią do kuchni.
-Melody j-ja muszę ci coś powiedzieć...-zaczęłam, a ona odwróciła się w moją stronę.     
-Co znowu?Może że przedawkowałaś? 
-Nie, jest-jest o wiele gorzej... 
-Kurde,spałaś z kimś,zapomniałaś się zabezpieczyć i zostaniesz matką,a ja ciotką?! 
-N-nie, Melody ja...-łzy na nowo zaczęły lecieć po moich policzkach. Ja na prawdę nie chciałam. 
-Ty?-zapytała, a ja spuściłam wzrok.
-Melody...ja-ja zabiłam człowieka...