środa, 29 lipca 2015

Rozdział 2

Megan's POV:
Jeden talerz, drugi talerz ooo trzeci talerz. Tak to własnie wygląda na zmywaku. Ta robota jest tak fascynująca, że chyba napiszę o niej książkę, piosenkę i ułożę wierszyk. Wycierałam umyte talerze, kiedy usłyszałam dźwięk telefonu. Odłożyłam trzymane naczynie, wytarłam ręce i odebrałam telefon.
-Halo?
-Cześć kotku,stęskniłaś się?-usłyszałam ten sam irytujący moje uszy głos.
-Chciałeś mnie zabić.-chciałam się upewnić, że to on.
-I nadal chce.-tak to ten facet.
-No nie powiem,seksowna ta twoja siostra.
-Nie ruszysz jej...-syknęłam.
-Naprawdę?-po chwili przyszło do mnie zdjęcie, była na nim Melody, wychodziła z firmy.
-Nie możesz!-wrzasnęłam. Mógł grozić mi, mógł mnie zabić, ale nie pozwolę by zrobił coś mojej siostrze.
-Ja mogę wszystko,baby.-nie wiem czy powinnam cieszyć się jego szczęściem-Jesteś w domku?-zapytał po chwili.
-Pierwszy raz się cieszę, że nie.- wsadziłam telefon między ramię, a ucho i wróciłam do zmywania naczyń, w końcu za coś mi płacą. Marnie, ale płacą.
-To się dobrze składa,jeśli będziesz obok apteki to kup plastry,przydadzą się dziś jak cholera-bezczelnie się zaśmiał.
-Co chcesz zrobić?-zapytałam z pełnym zaciekawieniem. W końcu i tak mnie zabije.
-No wiesz rozważałem dwie opcje-pozbędę się cię od razu albo trochę się zabawimy.-powiedział z rozbawieniem.
-Zapewne wybrałeś zabawę.-zgadywałam.
-Jestem dość rozrywkowym człowiekiem.-stwierdził.
-Dlaczego mnie to nie cieszy.
-No nie wiem,jaki grób wybierzesz?
-Postraszyłabym cię glinami, ale nie chcę iść siedzieć.
-Dobra,idę się zabawić zanim mi ucieknie.
-O kim mówisz?
-Melody Wood,a o kim mam niby mówić?Myślałaś,że żartuję?-serio, miałam nadzieję, że jej nie ruszy, nie może , przecież chce mnie, nie jej.
-Nienawidzę cię, wiesz?-wysyczałam.
-A ty niebawem zginiesz,wiesz?
-Obiło mi się parę razy o uszy.-warknęłam i rozłączyłam się.-odłożyłam telefon na bok i zajęłam się pracą, w której miałam spędzić jeszcze okrągłe 4 godziny.
***
-Megan Wood, mogę cię prosić do mojego gabinetu?-zaczepiła mnie moja szefowa, kiedy już miałam wychodzić z pracy. Chce mnie zwolnić?Nie, nie, nie może mnie zwolnić, prawda? Chyba nie jestem, aż tak kiepska żeby nie umieć umyć talerzy. Zakręciłam i weszłam do malutkiego gabinetu pani Cho. Faktem było to, ze całe to miejsce było małe, ale Lee dobrze gotuje, więc nigdy nie narzekano tu na brak klientów. Kobieta w średnim wieku ruchem dłoni nakazała mi usiąść. Posłusznie wykonałam zadanie, które do trudnych nie należy i zaczęłam skubać rękaw mojej bluzy. Zawsze to robiłam, kiedy się stresowałam, to może być głupie no ale sorry już tak mam i nie wiem jak to zahamować. Cho usiadła na przeciwko mnie i zaczęła szukać mojej teczki. Czyli jednak, odda mi teczkę i dostanę kopa w dupę?
-Megan, jestem naprawdę zadowolona z twojej pracy, ale zbiłaś ostatnio ok pięć talerzy.-popatrzyła na mnie, a ja zwiesiłam głowę-Co się z tobą dzieje?
-To przez..stres.
-Stres?
-Tak, stres mam...trudną sytuację w domu, ale niedługo wszystko znowu będzie w porządku.-nie ma to jak okłamywanie samej siebie.
-Więc przejdźmy do konkretnego celu twojego przyjścia tutaj. Pomyślałam, że marnujesz się trochę na zmywaku, więc Holly, nowa dziewczyna zajmie się zmywakiem-teraz przejdzie do części, w której mnie zwalnia, prawda?-a ty moja droga zajmiesz się kelnerowaniem.-wytrzeszczyłam na nią oczy.
-Naprawdę?-zapytałam nie dowierzając, miałam wrażenie że zaraz ktoś przyjdzie i powie, że to ukryta kamera.
-Oczywiście.-powiedziała. Wyciągnęła z teczki moją umowę o pracę i poprosiła o podpis. Bez wahania podpisałam dokumenty, potem Cho wyciągnęła z szafki firmowy notes i wyjaśniła jak mam zapisywać zamówienia. Niby proste, ale tutaj były najrozmaitsze okienka, w które trzeba było wpisać numer stolika, zamówienia i ewentualnie telefon lub adres zamieszkania, gdyby miało być dostarczone do domu. Dostałam notesik i plakietkę z moim imieniem, do mojej dziennej pensji także będzie doliczone 10 dolarów, jestem prze szczęśliwa! Zabrałam rzeczy, po raz setny podziękowałam swojej szefowej i wyleciałam z budynku jak na skrzydłach. Euforia rozpierała mnie od środka, może to głupie, ale jak dwa lata pracuje się na zmywaku, to cieszysz się ze wszystkiego. Zaczęłam iść w stronę domu, z moich ust nie spełzał tak zwany "banan" chciałam wykrzyczeć światu jaka jestem szczęśliwa, ale wyszłabym głupio na tle innych ludzi. Chciałam napisać sms do Melody i podzielić się moim szczęściem. Wyciągnęłam telefon i po kolei wystukiwałam kolejne litery. Nagle obok mnie przeszedł chłopak, w którym rozpoznałam coś znajomego, może to głupie, ale właśnie tak było. Za Chiny nie mogłam sobie przypomnieć skąd go znam, ale zaraz...
-Jace!-obróciłam się na pięcie i próbowałam go wypatrzeć. Gdy mi się udał, zobaczyłam jak się obraca, tak to on!
-Meggie!-podbiegł do mnie, a ja rzuciłam mu się na szyję. Złapał mnie pod pupę i podrzucił, a ja oplotłam nogi wokół jego tali by być jeszcze bliżej. Mocniej go do siebie przycisnęłam, a on kilka razy cmoknął mnie w policzek.
-Nawet nie wiesz jak tęskniłam! Co ty tu robisz?-zapytałam, gdy opuścił mnie na ziemię.
-Wprowadziłem się na King's Cross..
-Zaraz-wzięłam w łapki jego wytatuowaną rękę i wzrokiem czegoś szukałam. Na przedramieniu miał "wydziaraną" literę "M". Byliśmy młodzi i głupi, dobra nadal jesteśmy, ale to nie ważne. Oboje w wieku lat 16 chcieliśmy mieć tatuaż, ale nie chcieliśmy czekać. Zmierzam do tego, że zamknęliśmy się u niego w pokoju i zrobiliśmy sobie własne "dziary". On miał na przedramieniu "M" od Megan, które sama mu zrobiłam, a ja miałam "J" od Jace, które zrobił mi on. Tez chciałam tatuaż, ale nie pomyślałabym o zrobieniu sobie rękawa, a co dopiero dwa i zapewne sporo innych.
Zapytał czy może mnie odprowadzić, no oczywiście, ze się zgodziłam. wypominaliśmy sobie czasy kiedy byliśmy w poprawczaku. Jak ukradłam mu gitarę i powiedziałam, że oddam kiedy nauczę się na niej grać. Po miesiącu, wkurzyłam się, że mi nie wychodzi i rozwaliłam ją. Jace natomiast opowiedział mi o swoich rodzicach i dlaczego od nich uciekł.
-Serio twoja matka poszła do twojej pracy i powiedziała, że jesteś śmiertelnie chory i składasz wymówienie?
-Ta, nie rozumieją tego co robię.-tutaj mówi o swojej pracy, Green został tatuażystą. Nie odpowiadało to jego rodzicom z bogatej rodziny i zapewne zrobili by wszystko, żeby to skończył. Gdy byliśmy na mojej ulicy skończyło się na "a pamiętasz.."
-Pamiętasz jak wymykaliśmy się na wagary do parku i uczyliśmy dzieci bluźnić?
-Jak mogłabym zapomnieć!
Pożegnaliśmy się pod moimi drzwiami. Proponowałam mu wejście, ale nie mógł musiał iść na rozmowę kwalifikacyjną do studia na Baker Street. Zamknęłam drzwi na klucz i poszłam oglądać kreskówki w telewizorni, tak mam dwadzieścia lat i oglądam kreskówki, to chyba nic dziwnego? Albo to kolejny objaw tego, ze coś ze mną nie tak.
Melody's POV:
Pół nocy próbowałam wyciągnąć z Megg informacje o tym co wydarzyło się, kiedy wyszłam z domu. Przez to wstałam niewyspana. Wzięłam prysznic, ubrałam białą koszulę z kołnierzykiem, czarne jeansy, vansy, a włosy spięłam w kok. Nienawidzę się tak oficjalnie ubierać, ale to rozmowa o pracę, a nie wieczorny spacer. Zamówiłam taksówkę, która przyjechała po 10 minutach.
-Pa-rzuciłam w stronę siostry i wybiegłam z domu. Wybiła godzina ósma rano, kiedy dotarłam do Horan Industries. Budynek był ogromny, a jak na złość gabinet pana Horana znajdował się na ostatnim piętrze. Nie tracąc czasu skorzystałam z windy. Mam ochotę się zlać ze strachu na ich widok. Razem ze mną wszedł do niej blondyn, który był nieziemsko przystojny. Gdy winda ruszyła zaczęłam się trząść.
-Coś nie tak?-usłyszałam głos chłopaka.
-Nic, po prostu…mam klaustrofobię.
-Hah, coś czuję, że nie będziesz chciała korzystać z toalet w firmie. Są wyjątkowo małe-uśmiechnął się, a mnie niemal oślepiła biel jego zębów.
-Ale mnie pocieszyłeś-zdobyłam się na sztuczny uśmiech. Nagle winda się zatrzymała.
-Co kurwa…
-Uroczo przeklinasz-wybuchł śmiechem.
-Zamknij się! Życzę ci żebyś nabawił się takiej fobii jak ja!-wydarłam się na niego.
-Dzięki za życzenia, ale urodziny już miałem.
-Mam nadzieję, że już nie zobaczę tej twojej cwaniackiej buźki.
-Jeszcze za nią zatęsknisz.-na chwilę zapomniałam o tym całym podejrzanym telefonie, krwi na podłodze i zabójstwie Daniela. Nawet już mi nie przeszkadzała winda, w której utknęłam. Czułam się tak…dobrze. Oczywiście zaraz będzie spina, rozmowa z być może przyszłym szefem. Po dwóch minutach winda z powrotem ruszyła. Zatrzymała się na ostatnim piętrze. Blondyn skierował się do gabinetu pana Horana.
-Ty też na rozmowę?-spytałam.
-Po co miałbym rozmawiać ze samym sobą? Popatrzyłam na niego z wyraźnym wyrazem twarzy w stylu ''WTF?''
-Niall Horan, miło mi.
-Co?! Że niby ty masz być moim szefem?!
-No wiesz, jeszcze nic nie jest powiedziane, że cię przyjmę-puścił mi oczko.
-W takim razie, nara.
-Zaczekaj-złapał mnie za rękę-Nie pozwolę na przepuszczenie takiej szansy.
-Jakiej szansy?
-Na wkurzanie takiej ślicznotki. Masz tę pracę.
-Co? Tak bez żadnych pytań co robiłam wcześniej?
-A potrzebne mi to?
-Sama nie wiem. A tak przy okazji mogę o coś spytać?
-Pytaj o co chcesz-oparł się o ścianę.
-Ile ty masz lat? Młodo wyglądasz jak na szefa tak wielkiej firmy.
-22.
-Jak?!
-Normalnie.
-Dobra, spadam-powiedziałam i tym razem zbiegłam po schodach.
Gdy już opuściłam firmę, but mi się rozwiązał, więc schyliłam się, żeby zawiązać sznurówki. Kiedy podniosłam głowę, zakręciło mi się w głowie i straciłam równowagę. Wpadłam na ulicę, wprost pod nadjeżdżającego Jeepa. W ostatniej chwili odciągnął mnie jakiś silny mężczyzna. Nie ukrywam, był piorunująco przystojny. Poza zadrapaniem na policzku, nic mi się nie stało.
-Dz-dzięki-wydukałam. -Spoko. Takie ładne dziewczyny to skarb, a skarby się chroni, nieprawdaż? Natan jestem.
-Melody.
-Może byśmy się umówili? Masz teraz czas?
-Jasne.
-Kino?-spytał z nadzieją.
-Może być, byle nie romansidło i horror. Ostatnio mam dosyć noża, krwi, śmierci…co powiesz na komedię?
-Jak najbardziej-złapał mnie za rękę i wciągnął do swojego samochodu.
-Ale co, w sensie teraz? Nawet nie wiem kiedy coś grają…
-Coś na pewno.-skończyło się na tym, że obejrzeliśmy ‘’Królewską Rodzinę’’. To było tak durne i patologiczne, prawie zeszłam ze śmiechu. Całkowicie wybiło mi to z głowy Megg i martwego Daniela. Po zakończonym filmie Nat wstąpił do sklepu po dwie wódki. Następnie udaliśmy się na most. Wypiłam całą butelkę i wrzuciłam do rzeki. Zaczęliśmy zaczepiać przypadkowych ludzi i robić sobie z nich jaja. Kiedy byłam kompletnie pijana, Natan odprowadził mnie do domu. Było to dziwne, nie mówiłam mu gdzie mieszkam. Najwyraźniej wypaplałam coś podczas filmu, albo co.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz