wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 1

Melody's POV:
-Zwalniam cię - te słowa były dla mnie jak zimny prysznic.
-To było tylko 15 minutowe spóźnienie, proszę mi tego nie robić!
-Przez te 15 minut nasz inwestor zdążył zmienić zdanie, przykro mi. Zabierz swoje rzeczy i nie wracaj tu więcej.
Nigdy nie lubiłam swojego szefa. Nie dość, że Megg nie ma lepszej pracy, to jeszcze ja straciłam swoją. Zgarnęłam moje papiery i teczki, oddałam klucz do gabinetu i opuściłam budynek. Na taksówkę czekałam równe pół godziny. Przysięgam, jak znajdę nową robotę, kupuję sobie auto. 
-15 dolarów się należy-odezwał się kierowca, kiedy dotarliśmy na miejsce.
-Proszę- podałam mu pieniądze i wyszłam z samochodu.
Gdy przekroczyłam próg domu, wspomnienia z wczorajszej nocy wróciły. Nadal nie mogłam uwierzyć w to, co zrobiła moja siostra. Siedziała na kanapie w salonie i malowała paznokcie.
-Mogłabyś sobie wreszcie znaleźć jakąś robotę-rzuciłam w jej stronę.
-No mam pracę.-fuknęła.
-Zmywak, ale mi praca-parsknęłam.
-Oj daj spokój, "żadna praca, nie hańbi".
-Nie dam spokoju, ciągle muszę na ciebie harować, ale z tym już koniec.
-Dorzucam się do rachunku, nie marudź.
-Nie marudź?!Właśnie mnie zwolnili, przez ciebie!
-Przeze mnie?! 
-A kogo musiałam pocieszać całą noc, bo zabił człowieka?!
-To był wypadek!
-Jasne, morderstwo naszego kuzyna to też był ''wypadek''
-Ale ja nie chciałam, naprawdę...
-Skąd mam to wiedzieć, że nie chciałaś, nawet mi nie opowiedziałaś jak do tego doszło!
-Poszłam do kuchni...-przełknęła ślinę-..zabroniłaś mi pić, więc poszłam nalać sobie wody...wtedy on też wszedł...
-On czyli kto?
-No Daniel, nasz sąsiad. Był pijany, zaczął się do mnie dobierać...ja-ja go odepchnęłam od siebie, ale on nie odpuszczał...wstał i uderzył mnie...-uniosła do góry koszulkę, na brzuchu miała wielkiego siniaka. -Zaczął mnie całować i rozbierać...znowu chciałam go odepchnąć, ale się nie udało...On-on to zauważył i pchnął mnie na szafki, upadłam...
-I co było dalej?
-Rozpiął rozporek...ja-ja nie wiedziałam co mam robić...bałam się...sięgnęłam do szafki i wyciągnęłam nóż...ja-ja naprawdę nie chciałam..-zaczęła płakać-to-to nie było specjalnie...to-to był wypadek...
-Na litość Boską wypadkiem nazywasz sięgnięcie po nóż i dźgnięcie nim jakiegoś pijaka?!
-Ale ja naprawdę nie chciałam...
-Jezu...co ja niby mam teraz zrobić?
-Przepraszam...-wybiegła z pokoju.
Cała buzowałam mieszanymi uczuciami. Zadzwonić na policję, czy nie? Z jednej strony to moja siostra, a z drugiej…zabiła człowieka! Pobiegłam do swojego pokoju, zatrzasnęłam drzwi. Od razu przykleiłam się do laptopa i zaczęłam szukać sobie nowej pracy. Z pensji Megan nie wyżyjemy miesiąca. Po pięciu minutach znalazłam coś interesującego. Poszukują pracownika do działu marketingu w firmie Horan Industries. Zajmuje się ona wytwarzaniem nowych wynalazków i sprzętów medycznych. 34 High Street. Wybrałam podany numer na stronie.
-Słucham?-odezwała się sekretarka.
-Dzień dobry, jestem Melody Wood, dzwonię w sprawie ogłoszenia o pracę.
-A konkretnie jakiego stanowiska?
-Dział marketingu.
-Ach świetnie! No więc mogę panią umówić na rozmowę kwalifikacyjną…jutro?
-Świetnie. Do widzenia-rozłączyłam się.
Już wiem co będę jutro porabiać. Nim odłożyłam telefon, zadzwonił .Wyświetlił się nieznany mi numer. Pewnie jacyś naciągacze albo co.
-Hej skarbie, jak tam Megg? Udało jej się zmyć krew? - usłyszałam nieznany mi głos.
-Kto mówi?
-A czy to ważne? Twoja siostra chce iść do więzienia?
-Weź się człowieku, nie wiem kim jesteś i nie mam pojęcia o co chodzi!
-Jestem kimś kto wie o malutkim sekreciku Megg.
-Fajnie, nara.
-Widzimy się na posterunku policji.
-Spierdalaj!
-Może grzeczniej, co?
-Sam sobie bądź grzecznej, rozmawiaj z Megg, a nie ze mną!-warknęłam.
-Wolałbym z tobą Megan może zrobić coś nie właściwego, jak zabicie Daniela Morrisa. Ale jak wolisz. -Pa-rozłączyła się.
Dreszcz przeszył moje ciało na wylot. W takiej sytuacji, nie mogę iść na policję. Byłoby to totalnym głupstwem. Musiałam niezwłocznie powiedzieć o tym Megg. Wzięłam telefon, włożyłam do kieszeni jeansów, zbiegłam na dół, założyłam białe converse i wyszłam z domu.
Megan's POV:
Biegłam przed siebie i nie zwracałam uwagi na nic. Ten cały Daniel, on się upił i chciał mnie zgwałcić, a ja...ja tylko chciałam się bronić. Miałam mu pozwolić, miałam pod ręką tylko ten pieprzony nóż. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk mojej komórki. Nieznany numer.
-Halo? - powiedziałam łamiącym się głosem, ale szybko się opanowałam.
-Pożałujesz suko - po drugiej stronie usłyszałam męski głos.
-Słucham? -Nie udawaj tępej,wszystko widziałem.
-O nie... ja-ja nie chciałam... - próbowałam się tłumaczyć.
-Nie chciałaś chymm...pomyślmy MAM TO GDZIEŚ. Lepiej pilnuj tej swojej siostrzyczki Melody - zobaczyłam przed sobą obraz Melody, która ucieka przed jakimś psychopatą.
-Ty nie możesz jej nic zrobić! To był wypadek, ja nie chciałam!
-Nie mogę?Przeceniasz moje możliwości,złotko.
-Błagam nie rób jej nic, błagam..ja-ja zrobię co chcesz.
Nie mogę pozwolić, by coś jej zrobił. To moja starsza siostra i może na to nie wygląda, ale jest dla mnie ważna.
-Myślisz, że coś od ciebie chcę?ZEMSTA - to jedyny mój cel. Lepiej wracaj prędko do domu,bo nie zdążysz...
-...-wypuściłam z rąk telefon.
Chwilę zastanawiałam się co robić.
-No jak to kurwa co robić?! - rzuciłam się króliczym pędem w kierunku domu. Może tylko blefował? Ja już nie wiem co mam robić! Gdy tylko przeskoczyłam schody, wpadłam do środka.
-Melody!? Melody, gdzie jesteś!?-odwróciłam się i zobaczyłam wysokiego mężczyznę.
-Bu - powiedział i pchnął mnie na ziemię.
Uderzyłam z impetem w panele, czułam jak każda część mojego ciała promienieje bólem. Liczyłam, że nie zauważy jeśli szybko wstanę i ucieknę, jednak myliłam się. Wyciągnął z kieszeni pistolet i wystrzelił we mnie. Na moje szczęście chybił i tylko drasnął moją nogę. Chciałabym, żeby to było szczęście. Zraniona noga, zaczęła krwawić i odmawiać mi posłuszeństwa. Kolejny raz przywitałam się z podłogą. Mężczyzna podszedł odwrócił moje ciało i kolejny raz celował do mnie z broni. Kiedy zacisnął palec na spuście, zamknęłam oczy i oczekiwałam na śmierć. niczego nie byłam bardziej pewna, że teraz zginę.
-Megg? Wróciłaś? - usłyszeliśmy wołanie mojej siostry z kuchni.
Odetchnęłam z ulgą, że nic jej nie jest. Facet złapał mnie za szyję i podniósł podduszając. Oplotłam swoje chude palce wokół jego nadgarstka i próbowałam rozluźnić jego uścisk, jednak nie udał się a on jeszcze mocniej zacisnął uścisk.
-Jeszcze się policzymy...-powiedział i poczułam jak uścisk się rozluźnia, a ja z powrotem lecę na panele. Jakimś cudem udało mi się wstać, kiedy Melody wparowała do pokoju w którym odegrała się moja walka o przetrwanie. Popatrzyła na mnie, następnie wytrzeszczyła oczy na widok krwi na podłodze.
-Co tu się stało? - zapytała przerażona.
-Nie-nieważne -powiedziałam, dokuśtykałam do niej i przytuliłam. Tak się cieszę, że nic jej nie jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz